Co do zasady też się w pełni zgadzam z tym spostrzeżeniem użytkownika Woof i pewne pretensje są tu uzasadnione.fysztof pisze: dzisiaj, 15:20 Zgadzam się, często krytykuję to, co krakowscy urzędnicy robią. Ale nie dla zasady, a podając co i dlaczego. Niemniej, nie jest to 'dla zasady' jak sugerujesz, a też wtedy gdy jest co, to staram się zauważać i chwalić, przykładowo chwaliłem dopilnowanie koordynacji wakacyjnej dla 174 i 179 czy teoretycznie drobną a w praktyce znaczącą zmianę na ul. Turbasy.
W temacie obecnym natomiast mam niemal takie samo zdanie jak to przedstawione we wpisie użytkownika 'Woof':
Nic dodać, nic ująć!
Tylko jak myślicie, nawet na prostą logikę i tak zwany "chłopski rozum", na jakim poziomie zapada decyzja w wyniku której "Miasto coś ogłasza" jak to ujął Woof? Szczególnie w okresie poreferendalnym i przedwyborczym?
To są jednak decyzje o sporym znaczeniu strategicznym na poziomie PR Miasta.
Serio myślicie że podejmuje je jakiś szeregowy urzędnik?
Skoro już tutaj są wylewane takie żale na "Miasto", nieraz słuszne, to nie mogę zrozumieć dlaczego cała wina jest z automatu zrzucana na urzędników, jak już to powinien też oberwać szczebel polityczny, szczególnie że urzędnicy są wykonawcami wizji miasta wybranego w wyborach prezydenta oraz dobranego przez niego zespołu zastępców.
Owszem można ganić urzędników np. za źle zsynchronizowane rozkłady jazdy, źle ustawione światła itd.
Co do jednak samej siatki połączeń, kampanii reklamowych i harmonogramu wdrożenia, to "Tak krawiec kraje, jak materiału staje".
Z resztą cała przyczyna zamieszania, czyli wybudowana nowa trasa tramwajowa, w nie do końca optymalnym przebiegu, do tego w żaden sposób nie zwiększająca przepustowości pętli tramwajowych w danej części miasta, a nawet ją zmniejszająca (Mistrzejowice stały się przelotowe, więc długość torów postojowych znacznie się skróciła), to też nie jest decyzja podjęta przez jakiegoś szeregowego urzędnika, czy nawet dyrektora, a decyzja podjęta na poziomie strategicznym miasta, a więc przez polityków.
Z perspektywy układania siatki połączeń być może lepiej, jakby ta trasa nie powstała.
Choć oczywiście zależy, jakie przyłożymy kryteria.
Bo o ile rozumiem, że każdą zmianę osoby które na niej zyskują, to po prostu przyjmują do wiadomości, a osoby niezadowolone głośno protestują i każda zmiana w tym mieście budzi jakiś opór społeczny, mniejszy lub większy, w ostatnich latach niestety często mierzony przez liczbę komentarzy na portalach społecznościowych.
O tyle zaskakuje mnie, że na forum komunikacyjnym przyjmuje się zachowanie status quo jako wartość nadrzędną.
Jak w jednym artykule słusznie wskazał dr inż. Marek Bauer, miasto się rozwija i zmienia, wraz z nim zmieniają się potoki pasażerskie i siłą rzeczy utrzymanie sieci transportowej bez zmian jest nie tylko niezasadne, co często niemożliwe.
Dla przykładu wiele osób porusza jak to Bieńczyce rzekomo straciły, ale nikt nie zwróci uwagi na fakt, że wcześniejsza oferta tramwajowa wynikała z ukształtowania sieci tramwajowej, a nie faktycznego zapotrzebowania komunikacyjnego w tej dzielnicy. Otwarcie nowej trasy jest tu istotnym gamechangerem i biorąc pod uwagę skalę zmiany, Bieńczyce tak naprawdę z przyczyn polityczno-społecznych, a nie stricte transportowych, straciły stosunkowo mało. Być może przez to właśnie inne rejony musiały stracić więcej, ale na oceny tego jeszcze przyjdzie czas.
Póki co po za naturalnym nazwijmy to szumem wynikajacego z samego faktu zmian, ciężko jest coś z całą pewnością stwierdzić.
