Kojak pisze: 11 kwie 2026, 6:33
Idee wysyłania swoich postulatów jak najbardziej popieram. Jednakże zastanawia mnie, dlaczego dochodzi do sytuacji, że grupka miłośników pisze takie uwagi? Czy tam w organach decyzyjnych pracuja ludzie niepełnosprawni umysłowo? Przecież oni za coś biorą pieniądze.
Sądzę, że powinno się także sprawę przekazywać mediom, by te nagłaśniały jakie niedopracowane rzeczy wychodzą z rąk urzędników. A urzednicy winni wytłumaczyć czy to z powodu oszczędności topią miliony z naszych podatków w niepełnowartościowe inwestycje, ktore potem trzeba przerabiać, czy też czynią tak wskutek swojej niekompetencji, dlatego że partyjniacy powsadzali tam swoich pociotków.
Przecież to nie pierwsza taka sytuacja, gdzie juz na etapie wstępnych założeń do projektu widać, że ów projekt zawiera liczne błędy.
To prawda. W dużej mierze to niestety kombinacja wielu czynników:
- czasami braku odpowiednich ludzi w jednostkach odpowiedzialnych za projekt (np. ZTP tego nie prowadzi, tylko GK lub ZIM najczęściej);
- "bezwładności urzędów", gdzie jak jakieś dokumenty, koncepcje itp. powstaną, to ciężko je zmienić;
- błędów na poprzednich etapach, np. za małego obszaru wskazanego we wniosku do decyzji środowiskowej, przez co np. brakuje niewielkiego fragmentu terenu, by zrobić coś lepiej;
- braku zrozumienia niuansów przez "górę", a którzy np. są rozliczani z wykonania inwestycji, a nie jej jakości w szczegółach, które wyjdą po latach;
- nawet jeśli ktoś na "dole" o tym wie, to często nie ma przebicia odpowiedniego do przełożonych;
- "betonu urzędniczego", czyli np. kadry pracującej od wielu, wielu lat, którzy robili coś od zawsze w dany sposób i nie chcą zmieniać (tu akurat ostatnie dwa lata to spora zmiana na plus w niektórych miejscach);
- absolutnego braku zrozumienia przez radnych, którzy w przeważającej większości rozumieją miasto z perspektywy kierowcy;
- finansów (jeśli jakieś rozwiązanie jest droższe, a mało zrozumiałe dla postronnych, to jest problem by mieć zgodę na większy wydatek);
- wytycznych z innych branż, zwłaszcza drogowych, gdzie przepustowość dla ruchu drogowego często wygrywa z jakąkolwiek wygodą czy funkcjonalnością dla pasażerów;
- braku parcia z zewnątrz, a więc poczucia, że problem nie jest ważny.
Tak niestety w wielu miejscach jest. Jak jeszcze dołożymy względnie niskie wynagrodzenia w sektorze publicznym, to rysuje się to, co mamy. Więc chociażby ten ostatni punkt możemy pomóc i ponaciskać, gdzie się da
