Kojak pisze: 10 wrz 2026, 21:34
Londyńska Elizabeth line to bardziej pociąg niż metro, cos trochę jak u nas ten szynobus do Wieliczki, tyle że w centrum schodzący pod ziemię, ale za to dojeżdżają nawet do miasta Reading, które dla Londynu jest czymś takim jak Bochnia dla Krakowa.
Pominąłeś fakt, że kursuje w szczycie co 2,5 minuty i ma w pełni wydzieloną i bezkolizyjną trasę na bardzo długim odcinku centralnym, co zupełnie kwalifikuje ten system do miana metropodobnego. Metro w klasycznym rozumieniu to nie jest, ale ciężko nazwać to też koleją miejską.
Kojak pisze: 10 wrz 2026, 21:34
DLR - jest ciekawa, bo są to dość krótkie i dość archaiczne składy, bez maszynisty za to z kimś w rodzaju nie wiem, konduktora czy coś takiego. Trochę pod ziemią trochę po estakadzie...
W pełni autonomiczny, wydzielony, bezkolizyjny system o średniej przepustowości, dużo większej niż tramwaj (80-metrowe składy). Pod kątem przepustowości niemalże kopia sofijskiego metra. No ale nie jeździ niemal wcale pod ziemią, więc w naszej wyobraźni to nie do końca metro. Ale definitywnie jest gdzieś w tej okolicy. Zresztą o ile angielska Wikipedia nazywa ten system lekkim metrem, to polska określa go jako "system autonomicznych pociągów". Pokazuje to, jak bardzo rozmyta jest ta definicja.
Kojak pisze: 10 wrz 2026, 21:34
Myślę, że cecha wyróżniającą metro jest jest tez sposób zasilania, bez tych kabli wiszących w powietrzu.
Podział sposobu zasilania między trzecią szynę a sieć napowietrzną jest na świecie dość równy, sporo systemów (obok wymienionych dorzucam tu Sofię z Siemensami Inspiro niemal identycznymi z wyglądu jak warszawskie, za to z klasycznym pantografem), więc trudno wyciągać jakiekolwiek wnioski. Już nie mówiąc o tym, że z perspektywy funkcjonalności systemu ma to dokładnie zerowe znaczenie.
siemenscombino pisze: 10 wrz 2026, 21:56
W zasadzie tak, lecz w Budapeszcie funkcjonuje linia M1, najstarsza w kontynentalnej Europie, która kursuje bardzo płytko pod ziemią, a obsługujące je wagony przypominają bardziej tramwaje. To oczywiście przykład skrajny, XIX-wieczny.
Funkcjonuje, i owszem, ale jednak trudno z niej wyciągać jakiekolwiek wnioski co do współczesności.
siemenscombino pisze: 10 wrz 2026, 21:56
Pozostałe linie, które budowane były znacznie później, to już przykłady metra ciężkiego, ale na linii M2 występuje odcinek naziemny. W Pradze również metro nie zostało całkowicie schowane pod powierzchnią. Takie typowe głębokie metro kojarzy mi się przede wszystkim z byłymi Republikami Radzieckimi.
Stwierdzenie "metro głęboko pod ziemią" było pewną przesadą, ale definitywnie kojarzy się z ciężkim, masywnym systemem. No i z przyczyn oczywistych na naszą rzeczywistość (i wyobrażenia) znacznie większy wpływ miał Związek Radziecki niż Czechosłowacja.
siemenscombino pisze: 10 wrz 2026, 21:56
Jeżeli przez "naszą część Europy" rozumiemy jedynie państwa należące niegdyś do bloku wschodniego, to metro ciężkie dominuje, jednak jeśli rozszerzymy "nasz" region o państwa Europy Środkowej, takie jak Niemcy czy Austria, to już znacznie bardziej widoczne będzie zróżnicowanie podejście do budowy i rozwoju metra.
Oczywiście, że tak. Tyle, że z przyczyn historycznych i kulturowych jednak obraz typowo wschodni został nam w głowie. Szczególnie, że realnie jest on też w dużej mierze powielany w Ameryce. A do tego w głównych miastach Europy funkcjonuje jednak metro ciężkie, więc przeciętny Polak prawdopodobnie nigdy innego na oczy nie widział. Ba, sam zobaczyłem spory kawałek Europy, a typowe lekkie metro widziałem w zasadzie tylko w Londynie i Katanii. Zwyczajnie miasta, które dysponują takimi systemami nie są w większości celami podróży.
siemenscombino pisze: 10 wrz 2026, 21:56
Problem pojawia się wtedy, gdy w miastach zaczyna brakować miejsca dla rosnącej liczby samochodów. Wtedy jedynie efektywny transport publiczny może poprawić sytuację, skłaniając część osób do rezygnacji z indywidualnego środka transportu.
Ja to wiem, Ty to wiesz, ale czy przeciętny mieszkaniec ma tego świadomość? Spora część, szczególnie starszego pokolenia, uważa, że to kwestia braku parkingów tudzież zbyt wąskich ulic. Przecież nieprzypadkowo Trasa Wolbromska dostała kształt absurdalnego ścieku komunikacyjnego przez środek osiedli, gdzie w zupełności wystarczyłby, przynajmniej na razie, jeden pas w każdą stronę (owszem, były korki, ale do Opolskiej - co rozwiązałby jeden pas, a nie 2-3). I trudno się temu rozumowaniu dziwić, bo jest ono bardzo prostolinijne. Choć i tak jest lepiej niż było.
siemenscombino pisze: 10 wrz 2026, 21:56
Moim zdaniem jednym z najlepszych przykładów metra nowych czasów, jest metro w Kopenhadze - całkowicie autonomiczne, częściowo podziemne, częściowo jeżdżące na estakadach, obsługiwane wagonami ok. 40-metrowymi. Metro w takim stylu z pewnością miałoby zastosowanie w naszym kraju i byłoby znacznie tańsze niż drążenie dziesiątek kilometrów tuneli dla "klasycznego" metra.
W tym momencie jesteśmy na etapie, na którym i tak szyjemy system transportu "na miarę" pod każde miasto. We Wrocławiu najlepszym rozwiązaniem byłby pewnie tunel kolejowy pod centrum jako uzupełnienie istniejącej gęstej sieci. W Poznaniu rolę metra spełnia Pestka, a samo miasto jest dużo mniej rozległe niż choćby Kraków. W Łodzi spełni ją tunel średnicowy. W Trójmieście i GZM realnie funkcję tą spełniać będzie zaadaptowana kolej (PKM Południe w Gdańsku, Metrokolej na Górnym Śląsku). Ciekawymi kwestiami są tutaj Kraków, Lublin i Białystok, gdzie rzeczywiście istniejące systemy transportu to w perspektywie kilkunastu lat będzie prawdopodobnie za mało.
Co powinno powstać w Krakowie? Można by było długo o tym rozprawiać. Niespecjalnie mi się chce i niespecjalnie mogę w tej kwestii mówić wszystko, co wiem. Ale w niezależnej pracy wyszło mi w zasadzie to samo, co miastu.
Generalnie między tramwajem a pełnym metrem nie istnieje jedna, dokładna granica. Jest to swego rodzaju płynne spektrum (zresztą jest ono też między tramwajem i metrem a koleją). I tak, w kolejności, możemy wymienić:
- tramwaj klasyczny
- tramwaj z elementami wydzielonymi (Kraków)
- tramwaj bezkolizyjny lub z bardzo ograniczoną liczbą punktów kolizyjnych (Poznań)
- wydzielony system z pojazdami o niskiej pojemności (Katania)
- wydzielony system z pojazdami o średniej pojemności (DLR w Londynie)
- klasyczne metro
Pomiędzy te kategorie można jeszcze wciskać wiele różnych systemów. Chociażby U6 w Wiedniu jest funkcjonalnie gdzieś między Katanią a DLR. Po prostu trudno to wszystko w wielu przypadkach nazwać etykietką. Pestkę możemy pewnie nazwać premetrem, ale gdzie postawimy granicę? Tak naprawdę nie musimy jej stawiać, bo system ma być dopasowany pod Kraków, a semantyka ma tu najmniejsze znaczenie.