zupełnie nie ma sensu z kilku powodów: Liczba linii jest bardzo kiepskim wyznacznikiem sprawności sieci - nie bez powodu używamy wozokilometrów. Ankiety zaś wykazały, że mieszkańcy wolą mniej mocnych linii od wielu słabych. Równocześnie autor poniekąd sam sobie przeczy, bo choć mniej linii oznacza mniejszą szansę na bezpośredni przejazd, ich większa częstotliwość przyspiesza przesiadki, co w połączeniu z faktem, że większość pasażerów jadących dalej niż kilka przystanków (czytaj: korzystających z biletów 30 lub 60-minutowych) i tak musi się przesiadać wskazuje, że argument nie ma sensu - pasażerowie i tak muszą wychodzić "na plus".Systematycznie spada również liczba linii tramwajowych, która ma wynosić zaledwie 23, a jeszcze przed oddaniem Trasy Łagiewnickiej wynosiła 25. W zamian pasażerom proponuje się przesiadki, które przy obecnej taryfie biletowej mogą zmuszać pasażerów do sięgnięcia głębiej do portfela, a wszystko to odbywa się za przyzwoleniem nawet części aktywistów, którzy przecież mieli reprezentować interesy pasażerów.
O argumentach ad hominem już nie wspomnę, wspomnę jednak, że najwyraźniej aktywiści jednak reprezentowali interesy pasażerów - po prostu nie do końca tak, jak życzyłby sobie autor wpisu
