Pokrzywa pisze: wczoraj, 13:51
Sprawa jest o tyle skomplikowana, że spółka notuje gigantyczny wzrost rok do roku, pracy więcej, a kasa ta sama. A to 1000 to pewnie zaporowo, żeby zeszli do 500, ważne żeby sukces był odzwierciedlany w wypłatach po prostu.
Problem z tym "sukcesem" jest taki, że KMł ma jedne z najwyższych w kraju kosztów za wzkm, a do tego przecież jeździ wyłącznie na dotacji. Przecież nie jesteśmy w miejscu, gdzie prywaciarz ma duże zyski a pracownicy mało dostają. No nie, wszystko co KMł robi jest dotowane.
Jeżeli zaś miarą sukcesu państwowej spółki jest efektywność, to KMł są od sukcesu bardzo daleko. Tak, przewozy rosną, ale to wynika z taboru kupionego przez marszałka, rozkładu, który marszałek funduje dotacjami, i sensownych ofert biletowych, które Marszałek ustala i wymaga. Nie z organicznych działań spółki. Tak, udaje się założony rozkład realizować (nie to co RJ...), ale to jest raczej takie absolutne minimum.
O sukcesie można mówić w przypadku np. KD, które właśnie dzięki sprawnemu zarządzaniu mają niskie koszty za km - jest to np. robienie skomplikowanych przeglądów samemu, kupowanie taboru samemu i udane pozyskiwanie wysokich dotacji na niego, czy też uzyskiwanie wysokich średnich przebiegów dziennych albo wymaganie na producentach taboru wysokich okresów międzyprzeglądowych. Dzięki temu wszystkiemu dolnośląski marszałek za te same pieniądze może zamówić więcej kursów wykonywanych nowym taborem. A u nas? A u nas nie. To o jakim sukcesie mówimy?
W każdym razie, moim zdaniem w spółce państwowej pracownicy powinni dostawać dokładnie tyle, żeby kompetentne osoby się nie zwolniły. Przykro mi, ale celem państwowej spółki nie jest generowanie zatrudnienia. Ten ustrój już był i się nie sprawdził.