karol dżonson pisze: 06 kwie 2026, 17:45
Dla porównania strona łódzkiego MPK wygląda następująco:

Niemal zero rozróżnienia, nie wiadomo które tramwaje są aglomeracyjne a które nie, można się domyślić że linie Z_ są zastępcze ale no właśnie, trzeba się
domyślić, kliknięcie w numer linii nie pokazuje mapki z trasą (w przeciwieństwie do Krakowa). A te linie F1, G2, H, etc. to już zupełnie nie wiadomo czym one mają być.
Krakowska numeracja nie jest zepsuta. A jak to się mówi,
if it ain't broke, don't fix it.
Z tego co wiem to ludzie w Łodzi łapią ten schemat, bo są pewne zasady, których nie pozwalają sami zmienić.
Podmiejskie są tramwaje 41-46 (bo tak się przyjeło w latach 50). Autobusy literkowe to linie dowozowe do zakładów pracy - i raczej zauważyłem, że ludzie znają to oznakowanie. Jego istnienie wynika ze "świetnej" uchwały RMŁ, która ustaliła zakres numeracji dla linii, a że brakło cyfr z ustalonego zakresu, to organizator wykorzystał furtkę z "liniami o charakterze specjalnym". Z tego co wiem to KMST musiał ostro się nagimnastykować, by uruchomić turystyczne 0, 100 i 101, a nie T1 do T3. Uchwała weszła przy zbliżaniu się reformy 2018r. gdy pojawiły się głosy, by zachować stare numery linii, a nie dodawać 100, 200 i 300 (był koncept wprowadzenia "zasad krakowskich"). Jako ciekawostkę można podać fakt istnienia linii 6 i 6. - 6 to tramwaj, a 6. to autobus zgierski (numer znów wynika z braku zakresu z czasu łączenia łódzkiej 97 i zgierskiej 6).
miki3uwu pisze: 06 kwie 2026, 23:16
W Polsce wogóle jest bajzel trochę z numeracją linii i to że u nas się robi to chaotycznie i każde miasto inaczej nie oznacza że ten system jest dobry. Stąd myślę że byłoby fajnie jakby te literki zacząć wykorzystywać, w końcu i tak czeka nas kiedyś M1 i M2 (choć mi estetycznie bardziej się podobałyby A i B jak w Pradze czy w Lyonie).
Nie ma na świecie kraju, gdzie jest jedna zasada (nie liczę państewek jak Malta). Każde miasto ustalało inne zasady. W Polsce wbrew pozorom mieliśmy dość jednolite podejście do tego. Przez długi czas rozróżnialiśmy zakresy dla różnych środków lokomocji, linie wspomagające dostawały "bis", pośpiechy były zielone (potem czerwone), oznaczone literkami. Oczywiście każda sieć ustalała własne zasady numeracji, ale to na całym świecie (w Sao Paulo są linie typu: 342M/10). Są miasta nazywające linie kolorami (Francja), nazwami ulic (USA), solmizacją (Francja).
Co do pasażera to właśnie Francja badała wpływ oznaczeń na percepcję systemu i wyszło im, że ma być stabilnie, bo pasażerowie jednak zwracają uwagę na numerację (i najlepiej by była konsekwentna i stabilna). Wyszukiwarki odgrywają drugorzędne znaczenie (głównie u osób, które nie podróżują często). Dlatego jak się przeprowadza dużą reformę to lepiej zupełnie zerwać ze starym oznakowaniem, niż robić ciągłe zmiany )ostatnio zastosowało tę zasadę Uście nad Łabą). Ten system, który stosował solmizację przeszedł na cyferki (gdyż doszli już do paranoi linii łączonej Do/Re#/Ti).
A że pasażerowie mogą długo pamiętać daną numerację to najlepiej zobaczyć w Skawinie - "idę na 201", czy w Puławach "jadę eMką" (jako nazwa na cały system), dlatego w Londynie nie podzielono Northern Line (ale już wszystkie linie Overground przemianowano).
W Krakowie co bym zalecał ZTPowi - przestańcie kombinować - mniej kombinacji, ale niech jeżdżą częściej. Mamy kilka przykładów nieistniejących linii jakie przez wysoką częstotliwość stały się kultowe - 119 (Dworzec-Mateczny/Łagiewniki/Borek) i 125 (Rynek Podgórski - Kombinat), czy obecne 304.