Bayer2003 pisze: 07 sty 2026, 22:36
Osobiście szczególnie bym się nie cieszył - wykorzystanie taboru 40m+ się nie zmieniło, jedne najdłuższe tramwaje zastąpiono innymi, może bardziej przyjaznymi dla pasażerów, jednak kto miał problem się do krótszego taboru zmieścić, dalej będzie ten problem miał. Ogólne wykorzystanie taboru 40m+ to 29/44 (66%), bo zakładam, że RZ273+RZ275+RZ276 na krakowskie torowiska już nie powróci. Czy to dużo? Zwolennicy MPK powiedzą, że tak, pasażerowie "24" i "52" będą zadowoleni, pasażerowie "50" i tak będą skazani na miks taborowy z przewagą 33m, a linia "4" czeka (zdecydowanie za długo) na podstację. Moim zdaniem jednak to mało, zwłaszcza, że zwiększenie wykorzystania najdłuższego taboru zwolniłoby w tej samej ilości tabor 33-metrowy, który mógłby przez to w pełni obsłużyć linię "75"
Zgoda, sam o tym wspominałem, choć mniej szczegółowo. W mojej opinii nie ma sensu zmniejszać wykorzystania 3x105Na i wykorzystywać je, skoro już są. Kursują na linii z wysoką częstotliwością (więc osoby, które naprawdę nie mogą do nich wsiąść, są w stanie poczekać na następny kurs), zapewniają największą pojemność i pozwalają skierować wolne PESY na "50", dzięki czemu zwalniamy 33m potrzebne na inne linie.
RZ273 oraz RZ275 wg spisu taboru oczekują na naprawę, natomiast do kasacji został skierowany jedynie ostatni, najbardziej uszkodzony wagon RZ276.
Jednak mit o przecieraku wciąż jest żywy, a sieć trakcyjna ciągle zamarza jedynie w dni powszednie, a w weekendy i święta przecierak nie jest potrzebny

.
Myślę, że w tym micie jest jednak trochę prawdy, bo nie bez powodu zawsze jest to brygada najwcześniej przejeżdżającą przez Wielicką. Myślę, że liczy się priorytet, jest jednak różnica w ilości ewentualnych poszkodowanych zatrzymaniem na newralgicznym ciągu między niedzielą o 5 rano, a poniedziałkiem o tej samej porze. Aczkolwiek same w sobie uwagi uważam jako słuszne i jedynie przedstawiam to, jak postrzegam sposób myślenia organizatorów.
Realna korzyść dla pasażerów tej linii, jednak jeden dzień o niczym jeszcze nie świadczy. Ten 33-metrowy tramwaj może jeszcze wyjechać chociażby na "52" i ponownie zniknąć z "18" i znając MPK, niestety nie jest to nierealny scenariusz na najbliższe dni (obym się mylił).
Liczę jednak, że w myśl przysłowia
Z Nowym Rokiem, nowym krokiem, tego typu absurdalne sytuacje nie będą miały już miejsca (przynajmniej z taką regularnością - rozumiem (choć mocno naciąganie) jednodniowy problem, ale w dłuższej perspektywie czasu niekoniecznie.).
Nie rozumiem skąd szacunek do człowieka, który zarabiał niemało (drenując miejski budżet, bo MPK jest spółką miejską), a od kilku lat nie włożył żadnych starań w to, żeby rozdział taboru był optymalny. Nawet jeżeli po nowym roku widać niewielkie światełka w tunelu, naprawa szkód jakie ten osobnik wyrządził trwała będzie latami - szkodliwych przyzwyczajeń zwykle ciężko się pozbyć. Bardzo ważne będzie oddanie trasy przez Meissnera - ustalony wtedy rozdział taboru utrzymać się może z niewielkimi zmianami przez następne kilkanaście lat.
Naprawdę daleko mi do ubóstwiania pracowników miejskich spółek, jednak akurat w przypadku Grzegorza Dyrkacza, nawet mając na uwadze nie zawsze dobre i przemyślane decyzje (zwłaszcza pod koniec kadencji), warto mieć na uwadze jego wieloletnie doświadczenie na wielu stanowiskach, dzięki czemu doszedł on do wiceprezesa w głównej mierze dzięki samemu sobie. Ponadto angażowanie się w różne akcje prospołeczne (chodzi o kwestie charytatywne, nie związane z tramwajami ze schodkami, tu akurat nieco gorzej

) także jest godne pochwały. Oczywiście, jak w przypadku każdego, jest wiele kwestii, za które słusznie należy się krytyka. Zarobki to temat na inną dyskusję, ale racja, w przypadku Krakowa, są nieadekwatnie wysokie do jakości i "ograniczonych środków budżetowych...".